Makijaż w stylu kociego oka nie mógłby być koci bez zalotnej, czarnej kreski. Do niedawna prym wśród eyelinerów wiodła płynna postać tego kosmetyku. Zamknięte są w małej buteleczce, której zakrętka zakończona jest małym, okrągłym pędzelkiem. Nie zawsze jednak zachwycają trwałością, wyglądają mało naturalnie i przede wszystkim trudno dokonać poprawki. Większym powodzeniem cieszą się te, zamknięte w pisaku. Później, wraz z nadejściem ery kosmetyków mineralnych pojawiły się sypkie eyelinery. Informacje o sproszkowanej konsystencji mogą odstraszyć kobiety. Zupełnie nie potrzebnie. Kosmetyk posiada prawie same zalety – jest trwały, nie rozmazuje się, nadaje głęboką czerń kresce. Aplikacja przy pomocy płaskiego, skośnie ściętego pędzelka jest dużo łatwiejsza i bardziej precyzyjna niż w przypadku płynnych jego wersji. Do tego chwalić można go za wydajność, starczy nawet na ponad dwa lata przy codziennym stosowaniu. Minusem jest fakt, że może się osypywać podczas aplikacji, a łatwo nie da się go usunąć z policzka. Na szczęście jest na to sposób – wystarczy strzepać nadmiar kosmetyku z pędzelka przed aplikacją. Obecnie zawrotną karierę robią eyelinery w żelu. Nie ma już chyba na rynku firmy kosmetycznej, która nie posiadałaby w swojej ofercie takiego produktu. Nakłada się go na powiekę takim samym pędzlem co sypki liner. Tutaj nie ma obawy o osypanie się kosmetyku na twarz podczas nakładania. Charakteryzuje go głęboki kolor, trwałość (może być zależna od marki) i duża wydajność – jak podają informacje użytkowniczek wystarczy na rok, a nawet dłużej.

Październik 31st, 2011
mikiciuk
Posted in